Spotkanie

Spotkanie
„Jakos fajnie minal mi czas w pracy, teraz do domeczku poleniuchowac”, myslalem, nie skupiajac sie na prowadzeniu, gdyz trase z domu do pracy i z powrotem znalem prawie na pamiec, „a jutro wolne, wiec odpoczne po parodniowej harówce”. Moje mysli o wszystkim i o niczym krazyly swobodnie po glowie. Aura za szybami byla sprzyjajaca, choc to polowa lutego, czyli zima. Nawet nie wiem, kiedy znalazlem sie w swoim miescie. Do domu mialem jakies 5 minut drogi, gdy juz z daleka spostrzeglem rzucajaca sie w oczy czerwona kurtke. Posród nijako szaro-burych ubran pozostalych przechodniów nie dziwota, ze widac ja bylo z daleka. Nie moglo byc watpliwosci, ze to W. Jedynie on mial odwage tak ekstrawagancko sie ubierac – niebieskie dzinsy i kurtka o glebokiej czerwieni doskonale mu pasowaly. Nie jakis tam cukierkowy kolor, zarezerwowany dla damskiej czesci spolecznosci. Podjechalem blizej i zahamowalem.
– Czesc! Co tak szlifujesz bruk? Nie autkiem?
– Wracam do domu z zakupów – odpowiedzial W. – Podrzucisz mnie, bo chyba odwyklem od chodzenia.
I po chwili wpakowywal mi sie na siedzenie, wciskajac pod nogi ciezka reklamówke. Po ksztalcie jej zawartosci domyslilem sie, ze to chmielowe zaopatrzenie. Jechalismy w kierunku jego mieszkania gadajac o róznosciach. Nagle W. zaproponowal:
– Moze tak po piwku, jesli nie pracujesz dzisiaj? Mam swieze zaopatrzenie. Pogadamy jak facet z facetem… Taka samcza nasiadówka…
– A chetnie – odparlem skwapliwie. – U ciebie czy mnie je wypijemy?
– Dawaj do ciebie. Wiesz, jak dobrze sie czuje u ciebie… u ciebie jest jakas taka fajna atmosfera, ze az sie chce tam byc…
Hm. Zadumalem sie. Wiem, ze mi jest fajnie w moim mieszkaniu, ale nie sadzilem, ze i innym sie podoba u mnie i ze chetnie przebywaja w moich czterech scianach. Zawrócilem na najblizszym skrzyzowaniu i po paru minutach bylismy na miejscu. W. opadl ciezko na fotel jak stuletni, sterany zyciem dziadek. Sapnal ciezko. Rozparl sie wygodnie i zarzadzil: – Dawaj szklanki… i juz wyciagal szesciopak Carlsberga. Polalismy do szklanek tego plynu o smaku 14-letniej dziewczyny i kolorze moczu pawiana. Biala pianka zaczela wystawac ponad brzeg szklanek. Tracilismy sie i w mysl powiedzenia: „pierwsza szklanka to obowiazek”, wypilismy duszkiem do dna, jakbysmy byli po przemarszu przez Sahare, tacy spragnieni. Napelnilismy szklanice ponownie. „d**ga, to juz sama przyjemnosc”. To bylo od dawna nasze motto picia tego zlocistego plynu. Postawilem miseczke solonych orzeszków i paluszki, moze zechce sie nam cos przegryzc.
Siedzielismy w fotelach, delektujac sie smakiem chmielu. Krew zaczela jakos szybciej krazyc w naszych zylach i przyjemne cieplo rozeszlo sie po calym ciele. Rozmowa, jak to zwykle bywa w meskim towarzystwie, szybko zeszla na wiadomy temat – o dupach. Nie powiem, to zawsze jest fajny temat do rozmów. Wspominalismy dawne milosci i milostki… krótko mówiac – plotkowalismy o kobietach. O ich ksztaltach, ich gadkach, ich podejsciu do codziennosci i, oczywiscie, seksu. Tak siedzac i gadajac o „zyciowych dylematach niezonatego faceta” rozpracowywalismy kolejna butelke, gdy W. nagle zaproponowal, abym cos puscil dla oczu.
Poszperalem na pólkach i wlozylem plyte do odtwarzacza – to byl film „przyrodniczo-zyciowy” – jakze moglo byc inaczej, wszak gadalismy o dupach i seksie. Dopilismy po d**giej butelce piwa, gdy W. spytal sie, czy nie mam moze czegos mocniejszego. Poszperalem w barku i wyjalem napoczeta podczas naszej wczesniejszej weekendowej imprezy we czwórke flaszke. Polalem. Wypilismy i jeszcze przyjemniejsze cieplo rozeszlo sie po naszych cialach. Coraz to po raz zerkalismy na ekran, na którym erotyka wylewala sie strumieniami. Gdzie umiesnieni faceci, z fujarami napietymi do granic wytrzymalosci, „dogadzali” ich filmowym partnerkom. Jeden przez d**giego walili te cipki na zabój, tryskali sperma w takich ilosciach, ze i slon by sie zawstydzil. Ja i W. podsmiechiwalismy sie z tej filmowej sztucznosci, lecz ona jednak dzialala nam na zmysly – takie przeciez jest zadanie pornocha. W moich spodniach robilo sie coraz ciasniej. Katem oka widzialem, ze i W. nie byl nieczuly na pojawiajace sie obrazki. Komentowalismy niektóre sceny wychylajac kolejne kieliszki. Robilo sie goraco. Rozmowa zaczynala sie rwac. I ja, i W. coraz czesciej wiercilismy sie w fotelach, co rusz poprawiajac uciskajace nas spodnie w kroku. Wreszcie W. nie wytrzymal… rozpial rozporek i wyciagnal na wolnosc stlamszonego bielizna kutasa. Sterczal dumnie spomiedzy zabków zamka niczym maszt. W. patrzac na ekran ujal go i zaczal rytmicznie przesuwac po nim palce – raz w góre, raz w dól. Ja tez nie pozostalem obojetny na dziejace sie sceny. Wyjalem takze swojego. To musialby byc fajny widok dla kogos patrzacego z boku: dwóch facetów z palkami na wierzchu, pornol na ekranie TV, alkohol na lawie…
Zaproponowalem W., zebysmy pozbyli sie krepujacych ciuchów, uwalniajac pozostala czesc meskosci. Siedzac teraz nago w fotelach moglismy bawic sie swoimi kutasami. To naprawde fajne uczucie, gdy nic nie krepuje ruchów, gdy obok siedzi przyjaciel, z którym nie tak dawno przezylismy wspaniala seksowna impreze. Przestawilem swój fotel blizej W., tak aby lepiej widziec ekran i móc odbierac wyswietlajace sie wzrokowe bodzce. Oboje rytmicznie masowalismy nasze berla. W. z jego nienagannie wygolonymi jajkami, z klasycznie uksztaltowanym penisem, na którym w rytm ruchów dloni pojawiala sie raz po raz nabrzmiala glówka, patrzyl na moje masowanie… Widzialem, ze i jemu tez sprawia przyjemnosc taki widok. Przestalismy patrzec na ekran, patrzac jedynie na nasze wspólne poczynania. Nasze lebki kutasów coraz szybciej pojawialy sie i znikaly sposród napletka, a zylki nabrzmialy jak postronki. Na czubkach pojawialy sie co chwile lsniace sliskie krople. Nasze ruchy stawaly sie coraz mocniejsze. Siegnalem reka w strone W. i ujalem w dlon jego skurczony z podniecenia woreczek. Lekko scisnalem i przemieszalem mu jajka. Sprawilo mu to przyjemnosc. Nie pozostal dluzny tej pieszczocie i takze zaczal dotykac moich jader. Palcem zaczal rozcierac sliska krople, przyjemnie drazniac i potegujac doznania ze wspólnego onanizowania sie. Wzialem do reki jego twardego kutasa, parokrotnie przesunalem w góre i w dól. Czulem jak pulsowal wewnatrz. Nie przestawalem. Jego berlo prezylo sie, jakby starajac sie wyrwac z mojego uchwytu. Nadalem szybsze tempo moim ruchom. W. oddychal coraz szybciej. Wiedzialem, ze zbliza sie do wytrysku… sam podobnie reaguje w takich chwilach. Bylo to zbyt przyjemne, zeby juz zakonczyc zabawe. Zwolnilem, aby dac mu troche czasu na uspokojenie, ale jednoczesnie nie przestawalem zabawy jego workiem i penisem. W. robil podobne rzeczy z moim. Oblaskawial glówke i skórke, masowal trzon, pociagal za skórke na worku. Poczulem, ze jesli natychmiast nie przestanie to trysne. Przytrzymalem jego reke. Zrozumial. Zwolnil tempo i intensywnosc draznien i dotkniec.
Nasza zabawa trwala. Byla tylko jedna niedogodnosc w siedzeniu na fotelach obok siebie – wzajemnie przeszkadzalismy sobie w tej pozycji, nasze rece krzyzowaly sie nie pozwalajac na pelne impulsy. „Moze przesiadziemy sie na kanape” zaproponowalem W., „teraz jest malo wygodnie…” I faktycznie – lezac w pozycji 69 oboje mielismy nieskrepowany dostep do naszych meskosci. Zabawa trwala dalej. Majac blisko twarzy kutasa W. od czasu do czasu draznilem go czubkiem jezyka, powodujac jego wzdrygniecia. W. nie byl mi dluzny. Chwytal w usta penisa lekko go ssac. Oboje czulismy wzbierajaca w nas chec wypuszczenia swoich smietanek. Dluzej nie moglismy juz wytrzymac i jak na komende zaczelismy mocniej masowac nasze nawilzone grzybki, przesuwajac coraz szybciej nasze skórki. Nasze oddechy stawaly sie coraz glebsze i urywane.
Pierwszy nie wytrzymal W. i trysnal sokiem na moja klate. Poczulem lepka i goraca sperme na wlosach i piersiach, czulem jak zaczela splywac w dól. Wystrzelilem takze swój gesty ladunek w strone W. Widzialem, ze czesc doleciala az do jego szyi i takze powolutku zaczela splywac w dól, znaczac za soba lsniacy slad. Nadal trzymalismy swoje kutasy w dloniach czujac ich wewnetrzne skurcze. Wytrysnelismy jeszcze resztka porcyjki spermy, która zaczela sciekac po naszych palcach, robiac z naszych kutasów ogromnie sliskie weze. Pieczolowicie rozsmarowywalismy je po nich, po skurczonych z podniecenia workach, i tak nadal bawiac sie soba wzajemnie czulismy jak cale napiecie zaczyna z nas uchodzic, jak powietrze z przeklutego balonika, ustepujac miejsca przyjemnemu uczuciu rozladowania napiecia. To bylo to, czego nam bylo potrzeba. Popatrzylismy na siebie i prawie równoczesnie powiedzielismy:
– Uff, bylo super!

*****
Mówia, ze „zeby zycie mialo smaczek…” i chyba cos w tym jest na rzeczy. Lepiej jest czegos spróbowac i wiedziec niz nie spróbowac a odsadzac od czci i wiary innych za takie zachowania. Do tej pory oboje mielismy jedynie kontakty damsko-meskie, lecz rozmawiajac o tym pózniej doszlismy do wniosku, ze kazdy uklad ma swoje plusy i minusy. Taka wzajemna masturbacja usunela wszelakie granice i zahamowania miedzy nami. Dala nam impuls dla dalszego wymyslania i próbowania nowych zachowan w naszym gronku przyjaciól.
Nie wiemy, co pomyslalyby o tym nasze przyjaciólki, gdyby to widzialy, i jaka bylaby ich reakcja. Namówilismy sie, ze przy kolejnej spontanicznej seksownej imprezie spróbujemy im to pokazac…

Bir cevap yazın

E-posta hesabınız yayımlanmayacak. Gerekli alanlar * ile işaretlenmişlerdir